Przejście graniczne w Hrebennem sforsowałyśmy bezboleśnie. Najlepiej być nierozgariętym nowicjuszem. Wtedy straż graniczna udostępniaci ci specjalny pas dla tych mniej rozgarniętych. Nie czekałyśmy tym sposobem zapowiadanych przez oficjalne źródła 3 godzin. Wymiana waluty, zakup benzyny i karty telefonicznej poszły gładko. Dotarłyśmy dziś do Żółkwi.
23 kwietnia, poniedziałek. Bukareszt jest monumentalny. Reprezentacyjne XIX-wieczne kamienice. Ogromne bulwary i place ze sznurem samochodów na wielopasmowych ulicach. Z przerażeniem i podziwem obserwowałyśmy ruch uliczny na Placu Zwycięstwa (Plata Victorieri). Osiem szerokich arterii krzyżuje się na przestrzeni kilku boisk piłkarskich. Nie do ogarnięcia. Całe szczęście dojechałyśmy tam metrem. Samochód zaparkowałyśmy w podziemnym parkingu uniwersyteckim za 40 lei/doba. Wreszcie znalazłyśmy informację turystyczną w tej plątaninie uliczek. Wracamy ulicą Calea Victorei do naszego hostelu o nazwie The Little. Buchuresti i podziwiamy z zewnątrz: Pałac Zwycięstwa - obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości, Muzeum Historii Naturalnej, Muzeum Sztuki Ludowej, Park przy The Filipescu-Cesianu House - rezydencji arystokratycznej, w której obecnie mieści się Muzeum Upływu Czasu/Museum of Ages, wspaniały dom kompozytora rumuńskiego George Enescu zaprojektowany przez jego teścia -...




Komentarze
Prześlij komentarz